Zbieg okoliczności

Codziennie mijał drzewo, na którego gałęziach niezależnie od pory dnia siedziały wrony. Czasem witały go nieprzyjemnym „krrraaa, krrraaa” a czasem milczały, przestępowały z nogi na nogę i przekrzywiając łepek obserwowały go. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, jednak od pewnego czasu mijając je wyobrażał sobie, że z otwierającego się dzioba czarnego ptaszyska wydostają się zniewalające dźwięki ptasiego śpiewu, podobne do tego jaki słyszał zawsze w majowe wieczory, a który milkł na cały rok równo z nadejściem pierwszych dni czerwca. Wiedział, że to był słowik. Niepozorny, szary ptaszek którego nigdy nie udało mu się wypatrzeć w szarej gęstwinie krzaków a którego mocny, dźwięczny śpiew mógłby sugerować, iż wydobywa się nie z tak maleńkiego gardziołka, ale z gardła dużego, silnego ptaka. Niczym owej wrony…

Przypadek sprawił, że w jednym z kolorowych czasopism trafił na chińskie opowiadanie mówiące o tym, że raz na tysiąc lat zdarza się niesamowity zbieg okoliczności, w wyniku którego wspomniana scena – którą wyobrażał sobie tyle razy – może wydarzyć się naprawdę. Wystarczy, że dwie osoby lub zwierzęta będą śniły o tym samym i w tym samym momencie. Jeśli treść snów będzie dokładnie taka sama, na jeden dzień zamienią się rolami.

Zafascynowany tą historią rozpatrywał wszelkie możliwe do realizacji warianty i w żaden sposób nie mógł wymyśleć co by tu zrobić, aby słowik i wrona mogły mieć ten sam sen. Nie mówiąc o tym, że słowik mógłby nie przeżyć snu o wydawaniu z siebie obrzydliwego „krrraaa”… Wrona była w lepszej sytuacji: rozkoszny sen o byciu solistką prawdziwego koncertu – wydającą z siebie dźwięki tak doskonałe jak czysta sinusoida – mógłby najwyżej przyprawić ją o trwającą do końca życia depresję.

Nie mógł sobie poradzić ze zbyt skomplikowanym jak na jego możliwości zadaniem, jednak przy okazji zrozumiał zagadkę, która powtarzana od dwóch tysięcy lat nie znalazła jeszcze praktycznego potwierdzenia: dlaczego zwierzęta mówią czasem ludzkim głosem w noc wigilijną? Doszedł do wniosku, iż raz zdarzyło się tak naprawdę. I już się nie powtórzy. Chyba, że znów osiołkowi i pastuszkowi przyśni się to samo…

Maj 1, 2012 by