The Animals

Dziś, gdy dosłownie wszystko zostało podważone, zrelatywizowane, zmiana to jedyna rzecz, o której można z całą pewnością powiedzieć, że jest. Byt podlega nieustannej przemianie, nic nie stoi w miejscu. Świat się przepoczwarza, a my razem z nim. Dokąd to zmierza, nikt tak naprawdę nie wie… Różne systemy myślowe, różne wiary dają w tym względzie odmienne odpowiedzi. Ksiądz powie Ci co innego niż rabin, mnich buddyjski czy szaman indiański. A jeszcze co innego usłyszysz od człowieka, który nie wierzy w Boga (- ów).
Za mego życia zaszło w świecie wiele istotnych zmian. Do najważniejszych zaliczyłbym radykalną zmianę stosunku do zwierząt. Choć zaniechanie ich zabijania nie jest możliwe, a nawet nie byłoby wskazane, cierpienia naszych „młodszych braci” nie są nam obojętne. Wskazuje na to wielość organizacji występujących w obronie zwierząt, wielość podejmowanych przez te organizacje działań (nie zawsze rozumnych). Ale, co najistotniejsze, dokonał się skok mentalny, zmieniła wrażliwość zwykłych ludzi. Postawa wyższościowa, przedmiotowe podejście do zwierząt („to tylko zwierzę”) nie są już tak powszechne jak dawniej. Jeszcze 40 – 50 lat temu czymś naturalnym było chwalenie się osiągnięciami łowieckimi, nawet przez ludzi znanych i szanowanych. Pamiętam książkę Ernesta Hemingway’a „Zielone wzgórza Afryki”, w której pisarz z pozycji „macho” opowiada o swoich wyczynach łowieckich. Pamiętam Hemingway’a pozującego do zdjęcia w geście zwycięscy (z bronią w ręku) przy wielkim cielsku martwego bawołu.
W wydanych ostatnio wspomnieniach Virgilii Sapiehy (amerykańskiej żony polskiego księcia) z lat 30-tych zeszłego wieku, przeczytałem opis polowania, który wstrząsnął mną i uświadomił dobitnie stosunek naszych przodków do zwierząt łownych (dziś myśliwi zachowują się jednak inaczej, a nie są to raczej ludzie z wyższych sfer):
„Zostałam z mężczyzną, który – zdaniem mojego męża – był jednym z najlepszych strzelców w Polsce. Usiadłam za nim na swoim krześle i przyglądałam się, jak z niewymuszonym wdziękiem strąca nie tylko ptaki fruwające wysoko nad naszymi głowami, lecz także te znajdujące się dość daleko po prawej i lewej stronie… Gdy naganiacze już docierali do nas, na mszystym skraju lasu… pojawił się nagle zając. Przez długą chwilę wpatrywał się w nas, niepewny, a jego ciało sprężyło się do skoku. Rozległ się strzał. Zając, który dawał susa w poprzek naszej ścieżki, upadł piszcząc o kilka stóp od nas, a potem zaczął pełzać w stronę drzew. Mój myśliwy podszedł do zwierzęcia.
– No i mam cię, mój mały – zawołał. – Zaraz cię załatwię.
Uniósł strzelbę i z trzaskiem opuścił kolbę na łebek zająca.
– Będziesz miał nauczkę – rzekł do znieruchomiałego ciała.
Odwrócił się i uśmiechnął do mnie. – Dostaliśmy go.
Popatrzyłam w inną stronę. Poczułam dziwny smak w ustach. Zabrałam krzesło i odeszłam.”

Mar 30, 2019 by