Prostowanie pamięci

Siła oddziaływania propagandy komunistycznej, jakiej poddani byliśmy przez niemal pół wieku istnienia PRL-u wytworzyła w nas wiele fałszywych wyobrażeń i przeświadczeń, które wymagają korekty. Nazywam to prostowaniem pamięci.

Pisałem swego czasu o tragicznych skutkach procesu dekolonizacji, przedwczesnego w większości przypadków, „wymuszonego” nieledwie przez cały tzw. postępowy świat ze Związkiem Radzieckim i Chinami Ludowymi na czele. Jak wygląda sytuacja w krajach wyzwolonych spod „jarzma kolonializmu”, łatwo się przekonać, podróżując po znacznych obszarach Afryki, Ameryki Południowej i Środkowej oraz Azji. Czy nie byłoby lepiej, gdyby w latach 60-tych i 70-tych Anglicy, Francuzi, Portugalczycy, Belgowie nie opuścili w popłochu swoich terytoriów zamorskich, swoich kolonii, gdyby sprawowali tam rządy jeszcze 40, 50 lat?… Zapewne byłoby lepiej. Dowodem… choćby Hongkong, ogromne miasto portowe, jedno z największych centrów finansowych świata, posiadłość brytyjska do 1997 roku. Jakie podłoże mają zamieszki trwające tam od miesięcy?… Odpowiedź jest prosta: Chińczyk urodzony i wychowany w Hongkongu jest wolnym człowiekiem, w przeciwieństwie do tego, który chce mu tę wolność odebrać – przedstawiciela Chin komunistycznych. To dwaj zupełnie różni Chińczycy (nie licząc biologii). Ten pierwszy miał niebywałe szczęście, że jego ojczyzna była prawie do końca XX wieku w rękach kolonialistów.

Tego szczęścia zabrakło Wietnamczykom. Właśnie mija 50 lat od czasu, gdy Amerykanie zaczęli wycofywać swoje wojska z południowego Wietnamu, pozostawiając kraj „na pożarcie” partyzantce komunistycznej i regularnej armii północno-wietnamskiej, wspieranej przez Chiny i ZSRS. Wojna wietnamska była największym konfliktem zbrojnym po II wojnie światowej, zginęło w niej około 3 mln Wietnamczyków i blisko 60 tys. Amerykanów. Zwycięstwo komunistów oznaczało zaprowadzenie na obszarze całego Wietnamu porządków tak dobrze znanych z innych krajów rządzonych przez ich ideowych braci. Jeden naród, jedna partia, jedna gazeta, jeden program telewizyjny… Marks, Lenin, Mao-Zedong… sojusz robotniczo – chłopski itd. I co?… Komunizm się zawalił. Warto było się bić?… Morze krwi, ogrom cierpień, dewastacja przyrody… Warto było?… Komuniści wciąż pozostają u władzy w Socjalistycznej Republice Wietnamu. Nie są już tak fanatyczni jak dawniej, w mniejszym stopniu kierują się ideologią. Współczesny Wietnam otworzył się na świat, tętni życiem. Wietnamczycy robią interesy wszędzie, gdzie się da, także w Polsce. Zapraszają do siebie, świadcząc usługi turystyczne na stosunkowo wysokim poziomie po umiarkowanych cenach.

Kiedy wracam pamięcią do czasu wojny, stają mi przed oczyma kadry z „Czasu Apokalipsy” Coppoli, z „Plutonu” Olivera Stone; zdjęcie biegnącej nagiej dziewczynki poparzonej napalmem (wszędzie na świecie kojarzone z wojną w Wietnamie). Te i inne obrazy pokazują Amerykanów przeważnie w złym świetle, jako agresorów, ludzi zdemoralizowanych, morderców kobiet i dzieci (My Lai). Trudno w nich dostrzec obrońców wolności, człowieczeństwa…

Zupełnie niedawno trafiłem na zdjęcia, które korygują ten dość powszechny wizerunek American Army, zaprzeczają mu. Potrafią Państwo wyobrazić sobie żołnierza amerykańskiego, wynoszącego ze strefy zagrożenia starą kobietę wietnamską albo żołnierza ratującego w podobnych okolicznościach dwójkę małych dzieci?… Oto dowód, zdjęcia nie kłamią.

„Od 1969 toczyły się w Paryżu rokowania pokojowe Stanów Zjednoczonych z rządem północnowietnamskim, zakończone podpisaniem paryskich układów pokojowych w styczniu 1973. Po roku 1969 USA rozpoczęły proces stopniowego wycofywania swoich oddziałów, który zakończył się po podpisaniu układu w Paryżu w marcu 1973.” (Wikipedia)

Włodzimierz Szpak

Lis 28, 2019 by