Niegdysiejszy mój list do prof. Szyszko…

Szanowny Panie Profesorze, był Pan w 2012 r. autorem mądrego listu otwartego do premiera Tuska, wystosowanego w trakcie debaty nad nowelizacją ustawy nasiennej przez PO/PSL. Pisał Pan wówczas:
„Podsumowując, przyjęty przez Sejm i Senat głosami Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, projekt ustawy o nasiennictwie jest decyzją polityczną niemającą nic wspólnego ani z wiedzą ani z interesami Polski. Jest ustawą szkodliwą, która wprowadza GMO do Polski w imię interesów wielkich ponadnarodowych korporacji, których celem jest bezwzględne niszczenie polskiej wsi. Wielkim błędem byłoby to, co niesie wieść gminna, że wprowadzana w pośpiechu ustawa o nasiennictwie jest wynikiem negocjacji rządu PO-PSL z Komisją Europejską w sprawie wielkości budżetu unijnego na lata 2014-2020. Przestrzegam, pieniędzy więcej nie dostaniemy, a wpuszczając GMO do Polski zniszczymy największy jej atut, znacznie cenniejszy od chwilowych pieniędzy unijnych, a mianowicie renomę państwa produkującego żywność o najwyższej jakości. Według analiz Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski żadne pieniądze nie są w stanie naprawić szkód, jakie na Polskiej wsi spowoduje wprowadzenie GMO. Ustawa winna być zawetowana przez Prezydenta RP, a o ile tak się nie stanie, to jako sprzeczna i z prawem ponadunijnym i polską Konstytucją, winna być odrzucona przez Trybunał Konstytucyjny.”

Również w radiowej rozmowie ze mną (opublikowanej w Radio Wnet) opowiadał Pan o zgubnym wpływie GMO na pszczoły. Co się stało, że posłowie PiS postępują teraz dokładnie odwrotnie niż wówczas?!

Czy zapomnieli, że GMO jest zagrożeniem dla ich dzieci i wnuków?

Z poważaniem i pozdrowieniami,
Romuald Bartkowicz

[List ten umieściłem na facebookowym czacie, w grudniu 2016 r. Bez odpowiedzi – ale też widać, że nie był przeczytany]

Lut 4, 2018 by