trochę historii

Robiąc w pamięci remanent moich zainteresowań, zarówno technicznych jak humanistycznych, jakie zajmowały mój umysł od dzieciństwa stwierdzić muszę, iż z pewnością pochłonięcie w krótkim czasie zawartości całej biblioteki szkolnej (łącznie z działem dla starszych) musiało mieć jakieś pozytywne znaczenie, ale czytanie książek nie było jedynym moim zajęciem; równie pasjonujące było majsterkowanie

Decydujący zwrot w podejściu do majsterkowania nastąpił po otrzymaniu, w prezencie na ósme urodziny, półprzewodnikowej diody germanowej, która zastąpiła tzw. kryształek (galenę) w niemieckim słuchawkowym odbiorniku radiowym. Natychmiastowa i zdecydowana poprawa jakości odbioru oraz uwolnienie się od konieczności ciągłego poprawiania kontaktu cienkiego drucika miedzianego z kryształkiem spowodowały u mnie zwiększenie zainteresowania wszystkim co wiązało się z radiotechniką, a później elektroniką.

Jak się okazało, ten przypadkowy w końcu prezent urodzinowy wpłynął bardzo zdecydowanie na moją przyszłość, w tym zawodową. Rozwijane „od małego” zainteresowania, które można by później nazwać humanistycznymi czy artystycznymi, zostały najwyraźniej uznane przez rodziców za mniej ważne niż zdobycie „konkretnego” zawodu, i w ten sposób wylądowałem w technikum. Po maturze próbowałem z rozpędu dostać się na obleganą Politechnikę Warszawską, na Wydział Elektroniki – chociaż myślami byłem na Krakowskim Przedmieściu, na Wydziale Rzeźby…

Oprócz pisania wierszy, które przejść trzeba we wczesnej młodości jak odrę, zdarzyło mi się po maturze pisać przez parę lat prawdziwe artykuły techniczne, które drukowano mi w znanych, prasowych tytułach (Radioamator, Młody Technik, Płomyk i Płomyczek). Ale też nie zaniedbywałem pisania do młodzieżowego działu My 66 w „Sztandarze Młodych” gdzie dyskutowało się o życiu, czy do miesięcznika „Radar” (film i współczesna poezja). Pisanie do Radaru wspominam jako zajęcie bardzo twórcze, dające dodatkowo poczucie przynależności do humanistów… Do tego doszła jeszcze satysfakcja z publikowania na ostatniej stronie studenckiego czasopisma „ITD” rysunków satyrycznych. Jednak (czego do dzisiaj żałuję) – ustąpiłem w końcu pola równolegle drukującemu wówczas debiutantowi Andrzejowi Mleczko, uznając „wyższość” jego twórczości, uwiarygodnionej „papierkiem” Akademii Sztuk Pięknych…

[cdn]