Cztery pogrzeby i jedno wesele

Krótka historia wojny przeciw człowieczeństwu.

W Stryszowie na południu Polski, w wiejskim domu na wzgórzu, który zamieszkuję kiedy jestem w tym kraju, można usłyszeć odgłosy ceremonii pogrzebowej odbywającej się w wiosce. Ponury rytm żałobników wpasowuje się w monotonny i mechaniczny dźwięk kościelnych dzwonów, w rytm których posuwają się krewni, przyjaciele i znajomi zmarłego, idą wolno i uroczyście w żałobnym orszaku po głównej ulicy wioski.

Dźwięki płyną w górę na wzgórze i sprawiają, że często przenika mnie wtedy mimowolny dreszcz. Nie dlatego, że boję się mojego własnego odejścia, nie lękam się go, ale dlatego, że odczuwam obawę przed tym czasem wielkiej zmiany dla całej ludzkości, obawę o los wszystkiego co jest mi drogie.

Msza święta stanowi obrzędowe zaplecze dla katolickich pogrzebów. Jest przepełniona poczuciem skruchy i pokory wobec przeznaczenia. Zdaje się mówić; Jesteś prochem w oczach wszystko widzącego Boga, spuść głowę i pamiętaj, że pewnego dnia ty będziesz tym, dla kogo bije żałobny dzwon.

I właśnie w tym zawiera się esencja wielkiego nieszczęścia, jakie spadło na rodzaj ludzki dwa tysiące lat temu. Niemal niewypowiedziany strach przed przeżyciem życia w jego pełni wraz z towarzyszącym mu uporczywym zwątpieniem w swoje własne możliwości, aby stać się kimś więcej niż tylko trybikiem w maszynie.

Pierwszy wielki pogrzeb towarzyszył właśnie tej śmierci, śmierci woli aby „się stać”. Stać się świadomym własnego potencjału. Manifestacją nasienia, którego początki tkwią we wszechpotężnym źródle wszelkiego życia.

Porzucenie tego wielkiego daru, jaki wszyscy otrzymalismy na początku, było jak otwarcie drzwi naszym gnębicielom, jak zaproszenie do zajęcia pustej przestrzeni i przejęcia nad nami kontroli. Kontroli nad wszystkimi, którzy nie mają woli by samodzielnie orać własną bruzdę na wielkim polu życia i którzy w konsekwencji rezygnują z odpowiedzialności na rzecz tych, którzy aż nadto pragną przejąć ją i użyć jej do własnych celów.

Zdarzali się rozbitkowie, którzy ocaleli i trzymali się kursu jaki uważali za prawdziwy. Byli źle traktowani, skazywani na ostarcyzm przez społeczeństwo, które wolało wąską „bezpieczną” drogę konformizmu i poddania się despotycznemu ciemiężycielowi.

Kim byli ciemiężcy?

Wcielili się w tych, którzy odczuwali potrzebę poddania innych doświadczeniu cierpienia, takiego samego jakiemu oni byli poddani w latach własnego formowania się. Można odczytać pierwsze źródła tej choroby w pojawieniu się monoteistycznej religii i uścisku w jaki jej dogmaty uczwyciły tych którzy poddali się jej wersji „prawdy”.

To juedochrześcijańska doktryna upierania się przy autorytecie wszechmocnego boga, któremu trzeba być posłusznym, rozpoczęła proces rozkładu 2 tysiące lat temu. Ten bóg był, o czym mogą zaświadczyć czytelnicy Starego Testamentu, kimś na kształt wojskowego dowódcy niemającego czasu dla tych, którzy „zgrzeszyli” przeciw jego dekretom i prawom. To co zadekretował ów wynaleziony przez ludzi bóg, miało być wykonywane, inaczej mogły ich spotkać kłopoty.

To było pierwsze ogromne brzemię złożone na barki ludzkości, która w tym czasie ciągle była w przeważającej mierze w harmonii z naturą, kosmosem i braćmi w poszukiwaniu prawdy.

Ostateczne powiązanie cierpienia i odkupienia jakie znalazło odzwierciedlenie w ukrzyżowaniu Chrystusa było bezpośrednią kontynuacją doktryny „musisz cierpieć aby być wolnym”, w której wolność przychodzi dopiero po śmierci, ale także wtedy jedynie pod warunkiem, że klęczałeś przez całe życie, uznając, że byłeś „grzesznikiem” poszukującym przebaczenia.

Ofiara Jezusa stała się symbolem samopoświęcenia tych wszystkich, którzy wpisali się w kompleks i kredo zbawienia poprzez odkupienie*. Tak więc pierwszy pogrzeb był pogrzebem ducha niezależności, poszukiwania i badania prawdy, które są atrybutami prawdziwego człowieczeństwa. Była to pierwsza i najbardziej odczuwalna strata, po której cywilizacja zachodnia do dzisiaj się w pełni nie podniosła.

Ktoś mógłby zapytać: co jeszcze mogła stracić ludzkość gdy zagubiła wolę szukania prawdy? A jednak było coś takiego. Ci którzy zachowali przynajmniej pewien poziom wrażliwości i szacunku do samych siebie byli zdolni za pozwoleniem kościoła do budowania na dawnych pogańskich tradycjach, które łączyły człowieka z Ziemią i naturą.

Nadal świętowano i odprawiano rytuały związane z porami roku. Przypominały one świętującym, że to obfitość natury jest tym co utrzymuje ich przy życiu, a żywioły deszczu, słońca, wiatru i burzy kształtowały tkankę ziemi i pozwalały odczuć kosmos w duszach wieśniaków.

To poczucie było wyryte na ich twarzach. Istniało wtedy nadal poczucie przynależności. Poczucie, które nadawało miejscu bogactwo znaczeń i wyraźnie określony charakter. Wieśniacy żywili się tym co dawała ziemią, którą uprawiali. Ziemia, która bezpośrednio otaczała wioskę pod postacią dawnej szachownicy pól. To co było ważne to nie własność, ale dzielenie się. Wsie przez długi czas pozostawały miejscem cywilizowanym.

Jednak pewnego dnia gdzieś na górze powstało nowe prawo, które uznało, że dawny średniowieczny system rolnictwa był „nieefektywny” a ci, którzy pracowali na roli i zapewniali dzięki temu byt sobie i rodzinom, nie byli wystarczająco „wyedukowani” aby zadbać o należyte utrzymanie ziemi. Powoli, ale nieubłaganie wieśniacy byli usuwani ze swojej ziemi, a jednocześnie niszczono ich wielowiekowe zakorzenienie w wiejskich wspólnotach. To prawo najpierw pojawiło się w Anglii, a potem powoli rozprzestrzeniło się na całą Europę.

Nazywało się to „grodzeniem”, ta nazwa oznaczała przejście do nowego systemu, który jak twierdzono miał przynieść korzyści ziemi, ale w rzeczywistości przynosił je głównie bogatym farmerom (yeomenom), którzy przejmowali kolejne kawałki ziemi, by zaprowadzić na nich nowy sposób produkcji. Prrodukcji, która nie była już przeznaczona jedynie na utrzymanie rodziny, wioski, czy wspólnoty, ale na sprzedaż dla zysku w miasteczku, mieście i na miejskich rynkach.

Wpływ tego procesu jakim było przymusowe usunięcie chłopów z ziemi i zastąpienie ich szukającymi zysku farmerami oznacza drugi wielki pogrzeb jaki miał miejsce na Zachodzie, a następnie we wszystkich posindustrialnych narodach i cywilizacjach globu ziemskiego. To co dzisiaj nazywamy „globalizacją” z jej dominacją super i hipermarketów w łańcuchu żywieniowym ma swoje bezpośrednie korzenie w okrutnym wywłaszczeniu rolników z tego co było źródłem ich samowystarczalności. Rodzaj ludzki doświadczył drugiego wielkiego zerwania z naturą i z owocami swojej pracy.

Trzeci wielki pogrzeb nosi miano „rewolucji przemysłowej”. Wynikał konsekwenctnie z procesu grodzenia i po raz kolejny jego początki miały miejsce na małej wyspie, na której leży Anglia.

Wpływ jaki wywarła na zmianę systemu wartości rewolucja przemysłowa jest nie do przecenienia. Od życia zakorzenionego, związanego z porami roku cyklu zajęć, do pełnego nerwowości, napędzanego sztuczną energią głodnego i nieznającego spoczynku miasta – kontrast był brutalny i sama jego skala wraz z nieodwracalnym charaterem przemian jest tym, co wyznacza trzeci wielki pogrzeb. Pogrzeb psychicznego, fizycznego i duchowego dobrostanu ludzkości, które jeszcze przetrwały dwa poprzednie wielkie pogrzeby kierowane przez autorytarny, nauczający dogmatów kler i chciwych zawłaszczycieli ziemi.

Gorączka wieku maszyny była czymś czego jeszcze nigdy w dziejach nie doświadczono. Podczas gdy kunszt uprawy ziemi i lasu ewoluował stopniowo poprzez wieki, to wiek maszyn nadszedł gwałtownie, a wraz z nim niemal całkowity zanik niezależności i samowystarczalności, które były nieodłączną częścią życia na wsi – wraz ze wszystkimi jego okresowymi uciązliwościami.

Mieszkańcy wsi i tak już mocno dotknięci grodzeniem i walczący o przetrwanie na mocno okrojonych polach, otrzymali teraz pociechę i „kompensację” od kościoła, tego samego kościoła, którego monoteistyczny autorytaryzm był przed wiekami przyczyną pierwszego wielkiego pogrzebu. Teraz ogromna część wiejskich rzemieślnikoów i artystów musiała opuścić swoje wiejskie domostwa, aby stać się podstawą siły roboczej obsługującej zasilane paliwami kopalnymi paleniska napędzające wzrost przemysłowej Anglii.

Była to rewolucja zbudowana z dymu, płomieni i ludzkiego potu, za którą zapłacono ogromną cenę w obszarze zdrowia i spokoju umysłu. Głęboko w podziemnych szybach, w tunelach tak niskich, że często nie pozwalających na wyprostowanie się, górnicy wyrąbywali węgiel ze ścian. W tym samym czasie ogromne stalowe fabryki na powierzchni spalały tysiące ton czarnych brył, aby potem w czerwonym żarze wytopić stalowe belki konieczne do budowy nowej infrastruktury, systemów transportu i masowo produkowanej broni, które w efekcie zapewniły Brytanii pozycję dominującej potęgi światowej.

Praktycznie wszystkie rozwiązania techniczne jakie przyjmujemy dzisiaj za oczywiste, mają swoje źródła w brudnej i brutalnej rewolucji przemysłowej XVIII i XIX wieku. Pogrzeb który oznaczał zniszczenie ogromnych obszarów delikatnego piękna, wrażliwości i zmysłowości natury powodował sejsmiczną zmianę w psychice całych społeczeństw. Natura przestała być fundamentem ludzkiego dobrostanu, inspiracji i ziemskiej duchowości. Zastąpiło ją dążenie do produktywności, efektywności i dominacji zarówno na rynku jak i w budowie geopolitycznego imperium.

Pisarze, poeci i malarze krajobrazu, którzy stanęli przeciwko tej okrutnej ingerencji jakiej industrializacja dokonała w naturalnym środowisku, dostarczyli świadectw tego co zostało utracone, a co oddziaływało na psychikę tych wszystkich, którzy byli zdolni odczuwać głębsze rytmy życia w stanie ciągłego zagrożenia całkowitym wymarciem. Poeta William Blake pisał w tamtych czasach „Ulepszenia prostują kręte drogi, ale to kręte drogi bez ulepszeń są drogami geniuszu.” To właśnie te falujące drogi geniuszu zostały spłaszczone i wyprostowane przez rewolucję przemysłową z jej obsesją efektywności i materialnego postępu.

Ta obsesja dominuje nad rodzajem ludzkim do dnia dzisiejszego, a postprzemysłowy świat zachodni nadal agresywnie odtwarza ten sam wzór kierując swoje nigdy nienasycone hegemonistyczne ambicje na kraje, których właśni obywatele wykonujący proste prace stają się wtedy obiektem gwałtownej eksploatacji w sweat szopach produkujących „tanie towary” dla łowiących okazje bywalców zachodnich sklepów.

A teraz kolej na pogrzeb czwarty.

Znacząca liczba myslicieli, pisarzy i artystów u schyłku XIX wieku przeczuwała nadejście Pierwszej Wojny Światowej. Bez cienia wątpliwości rozumieli, że gwałtowna akumulacja coraz bardziej nierównomiernie rozłożonych bogactw w rękach chciwych despotów, nowo utworzonych banków wraz z handlem bronią na skalę przemysłową muszą doprowadzić do jakiejś formy wybuchu, i tak też się stało.

Pierwsza Wojna Światowa była bezprecedensową w historii rzezią ludzi, zniszczeniem konstrukcji materialnych i naturalnego środowiska. A wszystko pod dyktando kilku megabogatych rodzin z elity, których bogactwo niepomiernie wzrosło zarówno w wyniku spowodowania konfliktu jak i potem poprzez wspieranie finansowe obu stron konfliktu podczas wojny. Dokonane z zimną krwią ludobójstwo w bezlitosny sposób wykorzystało środki do masowej eksterminacji jakich dostarczyły nowe technologie zbrojeniowe, wykorzystujące oparte na węglu stalowe fabryki rewolucji przemysłowej.

Jednak to nie tylko fizyczna utrata życia i powszechne zniszczenie zdeterminowały ten niezwykły poziom destrukcji. Traumatyczne poczucie straty dotyczyło wszystkich wartości psychicznych, duchowych i humanitarnych jakie żywiło społeczeństwo jako całość, które definiowały i spajały kulturę Europy przez pokolenia. Teraz zostały one rozerwane na strzępy, a rany tym spowodowane były zbyt wielkie by się zagoić.

A potem 21 lat po podpisaniu zawieszenia broni, które położyło kres wojnie, niemiecki furer Adolf Hitler na nowo wskrzesił potwornego demona wypowiadając wojnę Polsce i rozpoczynając tym samym Drugą Wojnę Światową. Wszystkie potworności zostały powtórzone i ta sama despotyczna klika znów dyrygowała masową rzezią.

Jednak wyrafinowanie zbrodniczej machiny rozszerzyło się na kolejne obszary jakimi była wojna powietrzna i podwodna. W konsekwencji spiralnie wzrosła liczba ofiar i wielkość zniszczeń. Życie straciło pomiędzy 75 a 80 milionów ludzi.

Dwie wojny światowe oznaczały tak tragiczny i ponury pogrzeb, iż wydawało się, że ich wpływ na ludzką psychikę musi doprowadzić do położenia kresu wojnom na wielką skalę w przewidywalnej przyszłości. I przynajmniej w odniesieniu do tradycjnych wojen tak własnie się stało. Słynne jest powiedzenie Alberta Einsteina, że jeżeli dojdzie do trzeciej wojny światowej, to czwarta będzie toczona przy pomocy maczugi i kamienia.

A jednak na skutek trudnych do okiełznania pokazów megalomanii potęg światowych – głównie USA, świat ponownie znajduje się na krawędzi globalnego konfliktu. Publicznie głoszone przez amerykańskich strategów są napędzane maniackim ego ambicje osiągnięcia „calkowitej dominacji” na Ziemi i w kosmosie. My śmiertelnicy oraz inne formy subtelnego życia narażone przez tego rodzaju zakusy na bycie ich ofiarami, nagle zdaliśmy sobie sprawę, że tylko my jako zbiorowość jesteśmy siłą zdolną do ich powstrzymania.

Jednak aby tego dokonać my „naród” musimy uznać, że ukryta wojna z ludzkością – jej kluczowe punkty są przedmiotem tego eseju – jest toczona w sposób niejawny każdego dnia i każdej nocy. Przybiera ona formę ataków na fizyczne, psychiczne i duchowe membrany ludzkości i toczona jest w myśl zasady „Ciche bronie dla cichej wojny”. Przewodnik pod tym tytułem jest deklaracją intencji międzynarodowej elity, która pragnie w ten sposób zrealizować możliwość kontroli nad całym światem za naciśnięciem guzika. Ten dokument ujrzał światło dzienne w roku 1986. Uważa się, iż stanowi kontynuację serii takich zapisów, których początek datuje się na rok 1979.

Toczona obecnie tajna wojna przeciw ludzkości zawiera „tajne bronie”, które koncentrują się wokół zaawansowanych form kontroli umysłu i narzędzi masowego oddziaływania. Obejmują one masową propagandę i indoktrynację na skalę odpowiadająca bogactwu korporacji jakie za nimi się kryją i które podlegają bezpośrednim instrukcjom tzw. głębokiego państwa („deep state”). Ukryte macki światowych władców marionetek, którzy poprzez narzucenie Nowegó Ładu Światowego, dążą do osiągnięcia „całkowitej dominacji i kontroli nad życiem na ziemi” a docelowo także w kosmosie.

Centralnym narzędziem obsesji kontrolowania wszystkiego za pomocą cichej broni jest WiFi w swoich przeróżnych formach, a jego kulminacją ma być wprowadzenie promieniowania mikrofal 5G – na Ziemi i z kosmosu – które miałyby działać jak silnik dla „internetu przedmiotów”. Taka sieć mikrofal miałaby wysyłać komendy do wszystkich podłączonych elektronicznie domowych i biznesowych urządzeń, a działoby się to poprzez przeciągnięcie karty SIM albo poprzez czip umieszczony w ludzkim ciele.

Wraz z kontrolowanymi niczym roboty samojeżdżącymi samochodami, inteligentnymi miastami i bezdusznymi automatami przedstawianymi jako rozwiązanie naszych wszelkich problemów, nadejście człowieka robota jest kwestią nieodległej przyszłości. Prawdopodobnie tylko roboty będą w stanie przeżyć uderzenia fal elektromagnetycznych, koniecznych do obsługi systemu 5G, zgodnie z wymaganiami jego orędowników.

Jednak w chwili gdy jest już za pięć dwunasta do momentu gdy grozi nam zagłada jako posiadającym gorącą krew, takież serca i wrażliwość ludzkim istotom (czyli znakomitej większości) nadchodzi najbardziej dramatyczne ze wszystkich wezwanie do przebudzenia. Wezwanie do obrony świętości samego Życia, dla którego alternatywą jest stanie się do cna zniewolonym przez kontrolujących wszystko wrogów życia.

Przebudzenie ludzkości aby sprostać największemu wyzwaniu jakie kiedykolwiek przed nią stanęło, ma miejsce w obecnej chwili. Przybiera ono postać wrzącego pod pokrywą gniewu, który jednak wkrótce objawi się jako siła nie do zatrzymania, jako planetarne powstanie napędzane siłą samego życia we wnętrzu każdego z nas. To wyraz odmowy akceptacji dla zniewolenia, odmowy poddania się temu co prowadzi do znieczulenia bijącego serca natury i sterylizacji samej miłości.

To dramat w którym bierni widzowie nie biorą udziału. Jest on jedynie sprawą aktorów, którzy wystąpili aby podjąć oburącz sztandar prawdy i sprawiedliwości i nie spocząć aż do osiągnięcia punktu zwrotnego oraz położenia fundamentów pod nową wizję sensu i celu życia. Oto jesteśmy obdarzeni wyjątkowym przywilejem bycia wezwanym na spotkanie najbardziej przełomowego wyzwania naszej ery, z odwagą, z przekonaniem i z pewnością zwycięstwa. Pewnością, która pochodzi z najgłebszych pokładów istnienia.

Ci którzy już odpowiadają na wezwanie i przystepują do wykonania zadania jednoczą się. Poczucie wspólnej sprawy jest odczuwane często niemal natychmiast. Dojrzewanie tych jednoczących procesów przynosi ze sobą właściwy kierunek i przywództwo. Te z kolei zakwitają w radosne odkrycie głębokiego poczucia jedności, rozciągającego się na wszystkie pozornie rozbieżne gałęzie ludzkości.

Tak oto, o ile wolno mi to zasugerować – dokonują się zaślubiny. Wielkie zaślubiny dusz. Zaślubiny do których wezwani są wszyscy, i w których wszyscy będą radośnie brać udział. Energia i światło płynące z weselnych obrzędów będą mieć taką siłę, że wszelkie smutki jakie przyniosły poprzednie pogrzeby zostaną rozpędzone na cztery wiatry, a wraz z nimi rozpierzchną się sprawcy historycznego zniewolenia ludzkości.

Julian Rose

———————-

  • Więcej na ten temat: Zobacz John Lamb Lash’s „Nie na jego obraz” (Not in HIS image)

Julian Rose jest międzynarodowym aktywistą, pisarzem, rolnikiem ekologicznym i aktorem. W 1987 i w 1998 roku prowadził kampanie które zapobiegły zakazowi niepasteryzowanego mleka w Wielkiej Brytanii. W Polsce wraz z Jadwigą Łopatą prowadził kampanię „Nie dla GMO, która zakończyła się krajowym zakazem dla nasion i roslin GMO w 2006r. Obecnie Julian prowadzi kampanię Stop 5G WiFi. Jest autorem dwóch uznanych pozycji: Zmieniając kurs na życie oraz W obronie życia. Jego ostatnia książka „Przezwyciężając zrobotyzowany umysł” ) Overcoming the Robotic Mind) jest już dostepna w serwisie Amazon oraz Dixi Books. Julian jest wieloletnim promotorem jogi i medytacji. Zapraszamy do odwiedzenia jego strony: julianrose.info

Paź 11, 2019 by